Bądź jak Leonardo

Bądź jak Leonardo

Uczniowie często mówią, że nie chcą uczyć się tego, co – jak sądzą – nigdy im się nie przyda. Gdyby Leonardo da Vinci wychodził z takiego założenia, nie odkryłby istnienia zastawek serca ani nie namalowałby Mona Lisy.

image

Leonardo da Vinci, artysta, inżynier, wynalazca pozostawił po sobie nie tylko najsłynniejsze obrazy świata, ale także tysiące stron zapisków i szkiców, projekty maszyn hydrologicznych i wojskowych, teorie naukowe (potwierdzone przez niego lub jego następców) i inspirujące pomysły. W nauce widział piękno, a w pięknie naukę. Chciał latać w przestworzach i nurkować bez wstrzymywania oddechu. Badał ludzkie ciała za życia i po śmierci, by dzięki autopsjom zrozumieć, w jaki sposób pracują mięśnie i ścięgna. Zanim namalował najsłynniejszy uśmiech świata, badał włókno po włóknie tkanki ust i policzków – ich budowę i funkcje.

 

Fale i wiry

Jego nienasycona ciekawość sprawiała, że potrafił dostrzec to, na co inni tylko patrzyli. Dziś wiemy, że dolina rzeki rozcina na pół złoże geologiczne i dlatego obie strony wyżłobionego kanionu mają podobny układ warstwic. Ale to właśnie on zwrócił uwagę na różnobarwne warstwy mineralne i sam siebie zapytał: „A dlaczego tak jest?”.

Zafascynowany wodą i jej falowaniem przypuszczał, że światło i dźwięk także mogą rozprzestrzeniać się dzięki falom. Kochał obserwować spiralne formy – od kędzierzawych włosów po wodne wiry w strumieniu. Dzięki temu nie tylko do perfekcji doprowadzał detale portretów i scen. Kiedy stworzył szklany model serca wołu (sam opracował metodę pobierania odlewów komór serca i mózgu), podczas doświadczeń odkrył wirowy, spiralny ruch tłoczonego płynu, a to tak go zaciekawiło, że drążył temat dalej, aż do odkrycia zastawek serca.

 

Natchnienie w geometrii

W nauce nigdy nie pytał: „Po co mi ta wiedza?”. Kierowały nim pytania: „Jak to się dzieje?”, „Co będzie dalej?”.

Szukał podobieństw pomiędzy dziedzinami wiedzy, pomiędzy makro- i mikrokosmosem. Od algebry wolał geometrię, bo bliższa mu była ciągłość linii niż pojedyncze wartości liczb. Czy to mu się do czegoś przydało? Owszem – do malowania gradacji światła i cienia - tak subtelnych, iż twarze portretowanych przez niego postaci wydają się trójwymiarowe.

Z zapałem zgłębiał tajniki zjawisk optycznych. Był ciekaw, jak obraz powstaje na siatkówce oka (i badał w tym celu narząd wzroku pozyskany w czasie sekcji zwłok). To dlatego umiał stworzyć arcydzieło perspektywy: „Ostatnią wieczerzę”. To dlatego Mona Lisa „wodzi wzrokiem” na widzem patrzącym na nią z różnych perspektyw, a rozciągający się za nią pejzaż wydaje się tak realny, choć zasnuty mgłą.

 

Do kości, do gruntu

Interesował go język dzięcioła i płuca świni. Zanim naszkicował konia, rysował jego kości i mięśnie, a dopiero potem skórę. Wszystko, czym się zajmował, chciał poznać od podstaw. Umiał uczyć się także na własnych błędach – gdy domysły zwiodły go na manowce i nie dawały się potwierdzić empirycznie, wycofywał się z teorii.

Krytycy wytykali mu słomiany zapał. Nie ukończył wielu dzieł, porzucał wynalazki w pół drogi. Być może współcześnie otrzymałby diagnozę ADHD. A przecież niektóre swoje prace cyzelował latami, nanosząc na podłoże po kilkadziesiąt warstw półprzejrzystej farby, by osiągnąć mistrzowski efekt.

 

Zachwycony odkrywca

Postać Leonarda da Vinci warto przybliżać uczniom w każdym wieku. Uczył się przez całe życie. Spisywał tysiące pomysłów i wyzwań. Był prekursorem tak wielu dziedzin nauki, że trudno je zliczyć. A to wszystko z ciekawości, z chęci poznania odpowiedzi na następne pytanie, które mu się właśnie nasunęło.

Wielcy myśliciele wiedzą, że nauka to droga. Robisz krok, wyjaśniasz wątpliwość i natychmiast pojawiają się następne pytania. Jak? Dlaczego? Po co? Idziesz więc dalej i dalej. Sprawdzasz kolejne równanie matematyczne. Odrabiasz kolejne ćwiczenie z chemii. Piszesz jeszcze jedną rozprawkę. Uczysz się jeszcze jednej konstrukcji gramatycznej. Ćwiczysz gamy albo rzut piłką do kosza. Nigdy nie wiesz, kiedy ci się to przyda. Kiedy nadejdzie ta chwila, gdy doznasz olśnienia i połączysz fakty, odkrywając coś niezwykłego – na swój własny użytek lub dla dobra ludzkości.

Uczenie się to połączenie fascynującej przygody i żmudnej pracy. Im więcej po drodze starań i wysiłku, tym lepszy może być efekt. Czy Leonardo nie nudził się, nie męczył wykonując grunt pod swoje obrazy, szkicując, próbując, tworząc podrysowania? Pewnie tak. Ale

wiedział, że bez dobrego przygotowania nie stworzy naprawdę wartościowego dzieła. A świat wydawał mu się zbyt fascynujący, by nie próbować uchwycenia całej jego urody.

 

*pisząc tekst korzystałam z książki Leonardo da Vinci Waltera Isaacsona (wyd. Insignis)