Nie dam ci lekcji!

Dzielenie się wiedzą. Uczmy dzieci pomagać kolegom.

Jako dziecko dużo chorowałam i często opuszczałam szkołę. Zaległości udawało mi się nadrobić bez trudu, bo koleżanki pożyczały mi zeszyty, z ja je pracowicie przepisywałam.

image

Domyślam się, że wy też macie podobne wspomnienia z czasów, gdy nie robiło się zeszytom zdjęć komórką ani nie skanowało zadań z matematyki, by przesłać je mailem. Trzeba się było trochę natrudzić.

Czasem, przy dłuższej absencji, tworzyło się system wsparcia dla chorego przyjaciela. Paczka kolegów dzieliła się obowiązkiem pożyczania zeszytów i podawania zadań domowych.

Kto nas tego nauczył? Pewnie rodzice. Ale też szkoła. Nauczyciele wiedzieli od dzieci, co dzieje się z ich kolegą czy koleżanką, sugerowali, by się nawzajem odwiedzać, pomagać sobie w potrzebie. Wtedy w ogóle ludzie odwiedzali się w domach, widywali na podwórku, rozmawiali w windzie. Gdy sąsiadowi popsuł się samochód, naokoło otwartej maski rzężącego fiata zbierał się mały tłumek, by wspólnie uradzić, czy to świece czy alternator. Człowiek ze swoim problemem zwykle nie zostawał sam. Potem coś zdecydowanie poszło nie tak.

 

„Moje sprawy są ważniejsze”

Ostatnio często bywam w szpitalu na oddziale pediatrycznym i mam okazję przysłuchiwać się problemom dzieci w wieku szkolnym. "Nikt mi nie chce dać lekcji" - mówi dziewczynka na oko dwunastoletnia i tłumaczy swojemu (zdziwionemu, podobnie jak ja) tacie, że teraz to norma. "Ale jak to, dlaczego?" - dopytuje ojciec. Córka tłumaczy mu, że koleżanki nie odpowiadają na jej prośby albo mówią, że nie mają na to czasu. Spieszą się na swoje zajęcia pozalekcyjne, pędzą do swoich spraw. Nie mają czasu, by koleżance, która leży w szpitalu pod kroplówką tłumaczyć, które zadanie, z której strony i na kiedy.

Niedawanie lekcji nie jest raczej objawem niechęci wobec kolegi czy koleżanki. Dzieci odmawiają informowania o zadaniach tłumacząc się brakiem czasu albo tym, że książki z notatkami zostawiają w szkolnej szafce i potem nie mają jak podać choremu koledze potrzebnych informacji. Częściej jednak jest tak, że prośba o podanie lekcji przychodzi nie w porę, gdy dziecko ma inne rzeczy do roboty.

 

Lekcje z empatii

Czy na pewno uczymy dzieci, że nie można odmówić prośbie przyjaciela? Czy pokazujemy im, że wśród wielu pilnych i ważnych spraw najważniejsze jest to, co wiąże się z przyjaźnią, odpowiedzialnością, dbaniem o bliskich ludzi? Czy uczymy empatii - zrozumienia, jak czuje się ktoś, kto w słuchawce telefonu słyszy "Nie mam dla ciebie czasu"?

Kiedy patrzę na rodziców, widzę, że bardzo się starają, by ich dzieciom było w życiu dobrze i bezpiecznie, by zyskały odpowiedni status. Rozumiem to. Ale martwię się, gdy widzę rodziców dumnych z tego, że dziecko bierze udział w konkursach i wygrywa w rozmaitych konkurencjach. Moim zdaniem fakt, że już od przedszkola wtłaczamy dzieci w system rywalizacji, nie jest dla nich dobry.

 

Czasy rywalizacji

Przyzwyczajamy do walki o pierwsze miejsce: wtłaczamy dzieciom do głów, że dobrze to wygląda, gdy ma się na koncie liczne dyplomy i medale. Posyłamy dzieci na zajęcia dodatkowe, by dać im przewagę nad rówieśnikami. Nic dziwnego, że potem uczeń proszony przez kolegę o pomoc w nadrabianiu lekcji uznaje, że nie ma na to czasu, musi lecieć na dodatkowy angielski, zadbać o swoje szanse, nie o dobro kolegi.

Boję się takiego trendu, w ramach którego dziecko ma wygrywać w wyścigu, pokonywać słabszych. Nie podobają mi się czasy, w których dzieci uczy się, że najważniejszy jest osobisty sukces, a to, czy inni sobie radzą w życiu jest mało istotne.

Socjolog prof. Zygmunt Bauman w swoich rozważaniach o ponowoczesności pisał o tym, jak przeszliśmy od społeczeństwa opiekuńczego do konsumpcyjnego, w którym człowiek nie czuje się współodpowiedzialny za innych: płaci za swoją wygodę, korzysta z przyjemności, nie nawiązuje bliższych relacji, unika zobowiązań. Nie lubię tej jego ponurej wizji, bo wciąż chcę widzieć ludzi bardziej złożonych, a świat lepszy. Ale myślę, że warto sobie uświadomić, dokąd - jako społeczeństwo - zmierzamy. Czego uczymy nasze dzieci. Czy rosną w przekonaniu, że muszą się w życiu nachapać, czy raczej w przeświadczeniu, że dla wszystkich powinno starczyć.